Blog > Komentarze do wpisu
Sztuka

Szanowny Spirytusie Sanctusie

Podzielić się pocznę z Tobą pewną moją refleksją w sumie dość dawną, ale co jakiś czas na nowo dającą o sobie znać.

W sumie od wieków widzimy dwa rodzaje sztuki: taka co tylko bawi oraz taka, która bawi i coś daje. W sumie już od starożytności, a od oświecenia na dobre się ten drugi rodzaj rozwijał. I narobiło się tak, że sztuka bawiła oraz: uczyła, szokowała, zwracała uwagę, wywoływała bardzo różne emocje i tak dalej i tak dalej, począwszy od poezji naturalistycznej a punk rocku kończąc. Fakt łączenia dwóch funcji sztuki czyli zabawy wraz z którąś z wymienionch daje efekt zniesmaczenia gdy na koncercie, dajmy na to, dezertera przy piosenkach poruszających ważne i istotne kwestie, najebany tłum poguje i rzyga. Albo wesołe ludziki wesoło podrygujące do dzieci elektrycznych gitar. Albo fani Kultu napierdalający na forum jak to im JP2 brakuje i jaki wielki był, wraz z Kazikiem śpiewający tłumnie teksty numerów takich jak Tabako, Pan Pancerny czy babilon.

I powstaje pytanie, czy to ja oszalałem czy ich pojebało. Bo z jednej strony niska zabawa przy sztuce, która przekazuje rzeczy poważniejsze niż z tej zabawy wynika. Ale z drugiej strony wyjściowa funkcja sztuki to właśnie zabawa, a ewolucja funkcji sztuki sprawiła, że stała się ona także nośnikiem idei różnych. Oczywiście zniesmaczenie jakie opisałem, jest nieco przerysowane i nie zgrzyta mi to aż tak, jednak widać, że coś tu się nie zgadza. Odwrotną formą takie sytuacji byłoby gdy ludzie siedzą poważni i sztywni patrząc na numery klaunów w cyrku, prawda? Czy artysta tworząc coś może przewidzieć, co z tego wezmą ludzie? Sądzę, że Serj Tankian śpiewając swoją poezję zaangażowaną nie jest zbyt szczęśliwy widząc w pierwszych rzędach najebaną młodzież, która gówno rozumie z tego co on śpiewa. A może wyjściowo powinien mieć to w dupie, bo liczy się to, że coś robi i że jemu sprawia to przyjemność? Ciekawi mnie zdanie Twoje jako artysty. Bo ja chyba skłaniam się ku satysfakcji własnej twórcy, gdzie dodatkową gratyfikacją jest uznanie publiczności a jeszcze większą zrozumienie ze strony owej publiki. Czyli po ludzku, fajnie jak mogę grać dla ludzi, fajniej gdy i oni chcą słuchać a najfajniej jak gram a oni i słuchają i rozumieją (o ile jest co rozumieć).

Wraz z zyczeniami spokojnego zniesienia kolejnej medialnej sraczki powiązanej z osobą pana papieża Polaka,

Kriz

 

Panie Krizusie Kristusie,

ja bym w skrócie, choć pewnie rozwinę, powiedział, że sztuka jako taka wywoływać ma reakcję. Czy to będzie reakcja pozytywna, czy negatywna, czy ma bawić, cieszyć, oczyszczać, czy smucić, poniżać, czy przeczyszczać - nadal pozostanie jakimś rodzajem odczucia. Nie przeceniałbym wartości idei wplecionych w utwory, czy nauki, która znich wynika, gdyż idee i nauka jako takie są warte tyle, co przyjemność, satysfakcja, czy inna korzyść, którą możemy z nich czerpać - innymi słowy niewiele więcej niż gówno. Może i kontrastuje podskakująca tłuszcza z liryką utworów muzyki jednak popularnej, ale jako że popularną jest najczęściej, taką formę sobie przyjeła, więc to treść prędzej mogłaby tu nie pasować. Ludzie słuchają w muzyce tego, czego chcą, a już napewno nie wszystkiego co tam jest zawarte. Od umiejętności i zamiarów twórcy zalezy, czy w jakimś stopniu narzuci adresatom swoich dzieł określony sposób ich postrzegania, czy może specjalnie zawoaluje przekaz, żeby dotarł jedynie do tych, których uzna za wartościowych. Każdego może cieszyć co innego i z różnymi zamiarami podchodzą ludzie do różnych przedsięwzięć. Jeśli mam mówić o sobie, to nie powiedziałbym, że zbytnio mnie obchodzi, czy do ludzi dociera przekaz jakiś, który niekiedy zawieram w wytworach swojej wyobraźni, aczkolwiek wolałbym, żeby ktoś tego słuchał i jakośtam na to reagował, cieszyłby się, czy robiło by mu się przykro. Ja tam pisząc takie przykre teksty się cieszę, że taką paskudność wszelaką opisuję, nawet jeśli tylko wyobrażoną. Dzieje się tak pewnie dlatego, że człowiek jest istotą marną (jak i każdy inny rodzaj egzystencji zresztą) i zasługuje jako gatunek na bycie poniżanym. Powodem może być również poczucie niesprawiedliwości wywołane tym, że moje wspaniałe Ja poprzez narodzenie się jako człowiek zostało obarczone ludzkimi wadami i ogólną małością, zamiast pozostać nieistniejącym ideałem. Narodziny to dewaluacja natychmiastowa i to bardzo blisko w okolice zera, chociaż w sumie przed narodzeniem też jest się pod postacią jakiś komórek rozrodczych, czy genów... Chyba najlepszym sie jest jeszcze przed zaistnieniem, a potem można już tylko czekać na jakiś łaskawy koniec egzystencji.

pzdr, Duch Święty (narcystyczny)

PS: W radiu zamiast muzykę puszczać, to się modlili, a to nie było Sam-Wiesz-Które_Radio. Raczej sraczki tak dużej nie przyuważyłem - jedynie grupa wyznawców oprawiająca swoje bezsensowne rytuały. No cóż, skoro ich to cieszy... Orgie i krwawe ofiary zawsze wydawały mi się ciekawszym sposobem uprawiania religii.

sobota, 30 kwietnia 2011, krizsnct

Polecane wpisy